środa, 16 maja 2012

Stres jest, nie wiem w sumie czemu bo nie znam osoby która zdała by za pierwszym razem, więc co tu się napinać... Wyjeździłam z dniem dzisiejszym 36 godzin i pierwszy raz wysiadając z samochodu nie czułam się jak dupa wołowa. Znaczy pierwszy raz samodzielnie udało mi się zaparkować tyłem równolegle, mi którą na początku przerażał każdy jadący obok samochód. Postęp jest we wszystkich elementach jazdy ale to nie jest w mojej ocenie taki postęp który pozwolił by wyjść bez wstydu z samochodu WORD.

wtorek, 15 maja 2012

Młodszego "rudego" kotka cechuje sztywność myślenia , określone rzeczy robi tylko w jeden sposób, przedmioty w domu kiedy nie stoją w zwykły sposób zaczynają być wrogami i trzeba je zmusić do przejścia na właściwe miejsce. Weźmy takie firanki, na początku w salonie firanek nie było, wisiały krótkie zasłonki i było ok. Trasa spacerowa:komoda, parapet, stół i spowrotem dawała się pokonywać bez przeszkód. Kiedy zachciało mi się firanek podpiętych po bokach kotek zaprotestował. Co jest najlepszą metoda protestu odnośnie cieniutkich tiulowych firanek? Szarpać pazurami ile wlezie. O dziwo kiedy firanki zostały powieszone tak, żeby nie przegradzać tras migracji przestały być atrakcyjne dla kocich pazurów. Zastanawiam się czy kiedy  powieszę identyczne firanki w identyczny sposób ale bez śladów po pazurkach to "ślady" zostaną dorobione w trybie niezwłocznym? Każda nowa rzecz w domu jest badana wnikliwie wszystkimi zmysłami. ;)

Żeby zrozumieć kota trzeba spróbować myśleć jak kot, łatwe to nie jest. "Rudy" przychodzi co rano na porcje czułości,  w zasadzie to wdziera się siłą, na noc wypraszamy go z sypialni i zamykamy drzwi. Rano kiedy ktoś go wpuści nie można się od niego ogonić. Przymila się, napycha całym ciężarem ale niestety też liże po twarzy a lizanie urozmaica dotkliwym podgryzaniem. Na szczęście ostatnio już nie tak bolesnym. Cały problem w tym żeby nie odsuwać się, jeśli pozwolę się polizać i nie zabieram twarzy przed gryzieniem to okazuje się że to tylko takie leciutkie podszczypywanie, ale jeśli próbuję się uwolnić gryzie bardzo mocno. Traktuje mnie tak samo jak naszego drugiego kota czyli w chwilach czułości czyści futro, nagryzając miejsca wymagające szczególnej uwagi ;) Kiedy odsuwam się próbuje mnie przytrzymać i dlatego tak gryzie.  Mam cudownie wypielęgnowaną skórę na brodzie, myślę że kiedyś zejdzie mi skóra od tego ciągłego szorowania. Ciekawe jak go zachęcić żeby złuszczał w rejonie zmarszczek mimicznych. ;)

poniedziałek, 14 maja 2012

Na ochłodę na moją gorącą głowę. Dom kultury, czyli główny organizator zabawy retro ma inne wyobrażenie o tym co jest kwintesencją Bell Epoque w modzie niż ja. Ponieważ to jest 50 lat mody trzeba jakoż się dogadać bo naród mógłby nie skojarzyć a wszak o naród tu chodzi i o edukację jak podejrzewam nieśmiało, no bo jak nie to kurna o co? Ja na to hasło widzę turniurę i tren a oni ogromny kapelusz i suknie jak z "Tytanika" ujmując to filmowymi kostiumami. Bleee. Dumam i dumam mogę tak dumać dokupi nie ma materiałów w domu.

niedziela, 13 maja 2012

Kupiłam materiał na suknię, musiałam mieć jakieś zaćmienie bo choć w opisach był bordowy i śliwkowy to jakoś tak różowo na zdjęciach wyglądały. Pytanie brzmi czy 6 metrów bieżących wystarczy na suknię, boje się że może być skąpo. Trudno najwyżej czas historyczny trzeba będzie dopasować do ilości materiału, albo kupić następny.

sobota, 12 maja 2012

No to już wiadomo o czym będzie przedstawienie na koniec roku :D, Teraz pytanie za 100 punktów, kto szyje cześć strojów?

Zgłosiłam się na ochotnika! Ludzie patrzą na mnie jak na kogoś niespełna rozumy, że chce zainwestować kasę i czas, ale co tam. Kostium dla tytułowej postaci wisi w szafie już szmat czasu, miał być dinozaurem ale weźcie udowodnijcie że to nie jest wawelski dinozaur ;) Poza tym wiem już że muszę zrobić stroje dla 5 rycerzy, głównie coś na głowy i jakieś pasy, ale mam pomysł chytry i fajny, uszyła bym całe stroje z herbami miejscowości z których dzieci pochodzą. Jak to zrobię będę mogła mendzić o uszycie reszty kostiumów. Kupiłam już srebrną dzianinę i nie mogę się doczekać aż zacznę szycie.

Dzisiaj mi też dobra dusza przypomniała że czas za kostiumy na paradę się zabrać bo 17 czerwca już tuż tuż. Więc wywlekłam z szafy mężowski przyodziewek, dodałam swoją kraciastą kamizeleczke i wyszło że potrzebujemy już tylko spodnie, cylinder, laseczkę i binokle jeśli taka będzie nasza fantazja. Wszystko do nabycia na allegro od ręki. :D Jedna sztuka zaplanowana i w sumie z głowy. Dziecko, o czym jeszcze nie wie, wystąpi w stroju marynarskim i pewnie będzie marudzić, trudno ogłuchnę, ramy epoki są bezwzględne. Kto w tej rodzinie stanowi zawsze problem? oczywiście że ja, bo ja nie wiem co bym chciała, jaki kolor i krój. Jak tak dalej pójdzie to skończę w piaskowej spódnicy z półklosza, białek bluzce i z kamelią przypięta do szyi. Chciało by się zaszaleć ale... A maszyn a stoi nieruszana ze 2 tygodnie i usycha z tęsknoty.

 

Zainteresowanym pragnę donieść że w warzywniku zaczęła się akcja pod hasłem kiełkowanie, Stasiek co rano biega sprawdzać co nowego się wydarzyło. Aby uczynić nasz warzywnik bardziej światowym i atrakcyjnym wizualnie postanowiliśmy wykonać stracha na wróble.

piątek, 11 maja 2012

Położyłam się na łóżku i czekam aż Stasiek skończy oglądać bajkę, oko mi się samo zamyka. Walczę ale po słonecznym dniu jestem wypruta więc szanse mam niewielkie, w końcu dociera do mnie że w pokoju jest chłodni, pytam czy nie zimno mu, "Nie bo się ubrałem" Nie mogę uwierzyć do cud jakiś, patrzę i faktycznie ubrał się, w roli bluzy występują moje dresowe spodnie do pracy w ogrodzie. Paryski szyk po prostu. Ubieram w rozpinana bluzę, podnoszę głowę z poduszki a dziecko stoi koło łóżka bez bluzy, robię wyrzuty, każę zakładać i się nie wygłupiać bo nie jest tak bardzo ciepło. Mały próbuje założyć rozpięta bluzę przez głowę, operacja kończy się zupełna klęsk, wiłam do siebie, wyłania się z za łóżka dziecko w slipkach i podkoszulce. Oczy mam jak pięć złot, pytam co znowu wymyślił, "nic, idę się kąpać" Nie było rady, trzeba było się podnieść. Nie należy ulegać pokusie przymknięcia jednego oka. Nie należy słuchać szatańskich podszeptów poduszek. ;) Przysypiam na siedząco.

czwartek, 10 maja 2012

Zdjęcia dzieli dwa lata, nasze życie w tym czasie zmieniło się tak bardzo jak wygląd naszego dziecka :D

Mamy bardzo dorosłego chłopca. Oprawki sfotografowane żeby pokazać zniecierpliwionej rodzinie i znajomym co wybraliśmy, w poniedziałek powinniśmy odebrać już z nowymi szkłami.

środa, 09 maja 2012

Źle znoszę stres, kiedy wisi nade mną termin albo spotkanie świruję, a wszystko dokoła razem ze mną.  Wczoraj zaczepił mnie sąsiad, zapytał czy mogłabym być w domu o 17 bo oni działkę chcą rozmierzyć, geodeta był ale do mnie się nie dostał, mówi im ze się z drogę wgrodzili za bardzo i żeby posprawdzać musi pomierzyć coś ode mnie z działki... To nie to że ja pisze chaotycznie, on mi tak wytłumaczył i zostawił mnie osłupiała pełną czarnych myśli, a sam poszedł przybijać zszywaczem gont bitumiczny na altance ;) Wiadomo było ze dzisiejszy dzień będzie postawiony na głowie, już miałam wizję że z długością coś nie halo, utną mi pół garażu i będzie kupa nieprzyjemności, jak to we wszystkich sprawach o miedzę. Dzień zaczął się walką o bajki, wyciem, burda i łomatkoicórkoteż. Jakoś wyszliśmy, oni do przedszkola ja na targ, nakupowałam sadzonek za 150zł, każdy kto kupuje wie że to całkiem spora ilość roślinek ;) Wróciłam do domu i zaczęłam usadzać. Sadzenie u nas to jak zabawa w piaskownicy, musiałam namieszać kompostu z obornikiem, wykopać dołki i w każdy najpierw dać nową ziemię a dopiero potem sadzić, tak mi zeszło prawie do odbioru Staśka, jakoś udało się nie zwariować z powodu tych pomiarów. Geodeta zawitał  punkt 17 w towarzystwie mamy sąsiada. Myślę sobie, o dobrze nie jest sąsiadka starsza, pamięta czasy grodzenia dobrze nie będzie. Tak wiem popadam w paranoję i mam skłonności do wyciągania zbyt daleko idących wniosków. ;)

Co się okazało, starsza pani która przyszła odpisuje działkę synowi, geodeta nic mierzyć nie będzie, przyniósł tylko gotową mapkę taką jak moja i pokazał linię na mapie i w terenie, zapytał czy to się zgadza i poprosił o podpis, reszta sąsiadów już się podpisała. Nosz kurde! To nie można było tak od razu?

wtorek, 08 maja 2012

Pchałam dziś wózek z niespełna miesięcznym maluszkiem. Już zapomniałam jak to jest. To jest przerażające.

poniedziałek, 07 maja 2012

Tak było rok temu, myślałam ze nie mam żadnych zdjęć ale o dziwo jedno się znalazło. Zrobione zaraz po jakichś nasadzeniach bo taka byłam dumna z siebie że przed fotką nawet chodnika nie zamiotłam. W zeszłym roku, na próbę, zrobiłam jeszcze rabatkę w różu ale teraz już nie popełnię tego błędu, sukcesywnie usuwam z ogrodu resztki kolorów.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 146